16-09-2020 eKurier | Kurier Plus
LEKTURY, NIEKTÓRE (17)

Pięści (bez) anioła

Czytują Państwo czasem sportowe biografie? Wiem, nie każdy kto czyta, lubi sport, więc i nie szuka w nim swoich idoli, ale ja cenię sobie towarzyszącą mu starogrecką dewizę: kalos kagathos – piękny i dobry – tu: silny, zwycięski, ale też wartościowy, szlachetny. A sport nawet dziś – w czasach komercji – wydobywa na światło takie diamenty. Sportowców z klasą i charyzmą.

Dlatego lubię czasem przeczytać dobrą biografię sportowca. A chyba najbardziej lubię czytać o pięściarzach. Są to bowiem na ogół życiorysy nieoczywiste, obdarzone jakąś skazą – tak, piszę obdarzone, a nie: dotknięte – dlatego że właśnie owa skaza stanowi charakterologiczny wyróżnik, a czasem i główny atut boksera, inspirację dla jego sportowej kariery.

Co nie jest dziwne, bokserzy to szczególna sportowa elita. Wywodzą się przecież często ze społecznych nizin, trudnych środowisk, ubogich rodzin. A i po prostu „z ulicy”, na której jako niegrzeczni chłopcy lubili się bić, ale potem wyciskali z siebie tę adrenalinę podczas treningu i w czasie walk.

Tak przynajmniej bywało kiedyś, gdy droga ku karierze przez ring wiodąca wyciągała z dołów niejednego chuligana, a powiedzmy też otwarcie – chłopaka bez wielkich szans w nauce, a choćby i po prostu w życiu. Koronnym przykładem jest Marian Kasprzyk – łobuz co się zowie, ale i złoty medalista olimpijski, który w ringu właśnie wyszlifował w sobie charakter sportowca (po drodze bywało różnie, o czym opowiadał film „Bokser” Juliana Dziedziny, życiorysem Kasprzyka inspirowany). Owszem, bywali i tacy jak Leszek Drogosz czy Jerzy Kulej – z samej

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 16-09-2020