04-01-2019 eKurier | Kurier Plus
Żagle i skrzypce
Koncertowe wyprawy kapitana Widery
R.K. CIEPLIŃSKI
Jesienią 2017 roku jacht „Gawot" rozbił się o skaliste wybrzeża południowej Francji. Henryk Widera, wówczas już 87-letni żeglarz, który wsławił się wcześniej kilkoma odważnymi wyprawami, ale przede wszystkim próbą opłynięcia Europy, w wyniku dość nieudolnej akcji ratowniczej stracił swój ukochany jacht. W pamięć zapadło dramatyczne zdjęcie żeglarza i muzyka zarazem, na którym widać bezradnego starszego mężczyznę siedzącego na skałach. To był jeden z ostatnich akordów w długiej biografii Henryka Widery, który - mimo iż nie udało mu się osiągnąć głównego żeglarskiego celu - przejdzie do historii żeglarstwa, nie tylko zresztą polskiego. Teraz, kilka dni po śmierci skrzypka-żeglarza, dostrzec można wyraźniej jego hart ducha, wolę, odwagę i determinację.
W październiku 2017 roku Henryk Widera rozbił się na skałach u wybrzeży Sanary Sur Mer - miejscowości położonej nad Morzem Śródziemnym niedaleko Tulonu. Z opresji żeglarz wyszedł bez szwanku. Rozbitkiem zajął się polski konsulat w Lyonie. Żeglarz trafił do domu Polaków w La Pradet. Podczas rejsu z Saint-Tropez do Bandol żeglarz zasnął, autopilot odmówił mu posłuszeństwa, przez co zboczył z kursu i wpłynął na skały. Mimo że - jak twierdził - nadawał sygnał S.O.S., pomoc nie nadeszła, sygnał się urwał. Z pomocą pośpieszyli mu przypadkowi ludzie. Jacht jednak został poważnie uszkodzony; pojawiły się w nim dziury, przez które cały czas wpływała woda. Pomocy odmówił mu ubezpieczyciel, który uznał, że wypadek na Morzu Śródziemnym nie mieści się w warunkach umowy. „Gawot" po dwudziestu latach żeglugi został odholowany do ostatniego portu i zutylizowany.
Henryk Widera, podobnie jak wcześniej, po swoich niepowodzeniach, także i wtedy podniósł się i zaczął realizować swój nowy projekt. Myślał o wychowaniu żeglarskim i edukacji. Swoje oszczędności przeznaczył na budowę nowej jednostki, która łączyć miała cechy katamaranu, tratwy i jachtu i miała być przede wszystkim bezpieczna.
Pomysł: okrążyć Europę
Większość ludzi w wieku siedemdziesięciu sześciu lat w najlepszym wypadku myśli o ciepłym fotelu przy kominku i herbacie z cytryną. On w 2003 roku spakował się, zabrał również swoje skrzypce i wyruszył śródlądowym jachtem w samotny rejs dookoła Europy. Trasą, której przestraszyłby się niejeden młody doświadczony żeglarz.
Henryk Widera urodził się w 1930 r. na Śląsku. Ukończył Wyższą Szkołę Muzyczną w Katowicach; w latach osiemdziesiątych był koncertmistrzem ( I skrzypce) w Operze i Operetce w Szczecinie, a także pedagogiem w szkole muzycznej, w klasie skrzypiec. Żeglował już od 1966 roku. W 1969 roku odbył rejs na Rugię (na własnej „P-7"). Na „Piano" (typ Micro) w 1993 r. kanałami na Morze Śródziemne popłynął do Nicei i dalej na Korsykę, Sycylię i do Grecji. W 1997 roku, na kolejnym jachcie „Gawot" (typ Tango Family), płynie ponownie kanałami na M. Śródziemne (Nicea) i do Hiszpanii. W 2002 r. wyruszył przez Morze Północne, Biskaje na Wyspy Kanaryjskie (wrzesień, październik, listopad). Po tym ostatnim rejsie uhonorowany został przez Zachodniopomorski Okręgowy Związek Żeglarski nagrodą Szczeciński Żeglarz Turysta Roku 2002.
Pierwsza poważna wyprawa Henryka Widery rozpoczęła się na dobrą sprawę kiedy był już
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 04-01-2019